Wstęp

Czym są duchy?

Skąd się biorą duchy?

Podział duchów

Komunikacja z zaświatami

Opętanie

Poltergeist

Ruchome trumny

Czym jest ufo

Incydent Roswell

Sekcja zwłok obcego

Ufo nad pustynią Kalahari

Trójkąt Bermudzki

Samozapłon

Papieskie proroctwa

Widmo Lady

Obraz który niszczy i zabija

Schody Św. Józefa

Wieczne ciała

SCHODY ŚWIĘTEGO JÓZEFA

La Villa Real de la Santa Fe de San Francisco de Assisi, czyli: Królewskie Miasto Świętej Wiary pod wezwaniem Św. Franciszka z Asyżu. Tak nazywało się niegdyś dzisiejsze Santa Fe, miasto - stolica stanu Nowy Meksyk. Dlaczego warto o nim wspomnieć? Co jest takiego niezwykłego w tym niespełna 50 tys. Miasteczku? Posłuchajcie. Było to w roku 1852. Wówczas to siostry zakonne ze zgromadzenia pod wezwaniem Matki Boskiej Światłości z Loreto postanowiły poszukać sobie nowej siedziby. Aby krzewić wiarę i nieść opiekę potrzebującym przeniosły się z Kentacky do Santa Fe. Walki, napady, choroby i bieda jakie panowały w tym miasteczku miały doświadczyć siostry w ich powołaniu, jako służki Boże. Pobudowały więc zakonnice szkołę zakonną dla nowicjuszek, uczyły czytać i pisać meksykańskie i indiańskie dzieci, które zamieszkiwały Santa Fe. Trwało to wszystko dwadzieścia lat. Po tym okresie zakonnice postanowiły zbudować kaplicę. Biskup Lama, który był wówczas najwyższym dostojnikiem kościelnym na tym terenieSchody w Santa Fe zdecydował, że kaplica będzie wiernym odbiciem paryskiej Sainte - Chapelle. Projekt ów kaplicy przygotował architekt Paul Mouly. Kaplica miała mieć 22,5 m długości, 7 m szerokości i 25,5 m wysokości. Obok wejścia miał być chór, czyli miejsce, gdzie mniszki śpiewałyby nabożne pieśni. Minęło pięciu lat. Jest rok 1878. Budowa kaplicy została zakończona. Koszt jej budowy jak na tamte lata wyniósł 30 tys. dolarów. Zaczęto czynić przygotowania do wizyty biskupa, który miał poświęcić obiekt. Kiedy ustalono już termin jego wizyty okazało się, wystrój kaplicy - zwłaszcza witrażowe okna - był śliczny, podest dla chóru umiejętnie wkomponowany, tylko nie było schodów łączących kaplicę z chórem. Czy to przeoczenie architekta? Czy to w trakcie prac budowlanych - zapomniano połączyć kaplicę z chórem schodami? Nie wiadomo. W każdym razie chór zbudowano zgodnie z planem lecz bez schodów nie można było się na niego dostać. Zaczęto więc zastanawiać się co robić. Wezwano cieśli. Ci ocenili, że dobudowanie schodów jest niemożliwe, ponieważ zajęłyby zbyt dużo miejsca w kaplicy. Wymyślono inny sposób dostania się na górę. Drabina. Jednak taki sposób wchodzenia na chór nie spodobał się siostrom. Te zniesmaczone taką prowizorką, postanowiły szukać pomocy w modlitwach. Kierowali je do Św. Józefa, który - jak wiemy był cieślą z zawodu. Po kilku dniach do kaplicznej furty zapukał stary, siwy człowiek, który podróżował po okolicy na osiołku oferując różne drobne prace. Dowiedział się on o zmartwieniu sióstr i zaproponował matce przełożonej, że on mógłby zająć się budową schodów. Przełożona sióstr z wrodzonej uprzejmości, nie wierząc jednak w realność jego deklaracji, wyraziła zgodę. No bo czemuż miała by uwierzyć prostemu człowiekowi, skoro wykwalifikowani cieśle stwierdzili, iż to przedsięwzięcie jest nierealne. Nie mniej jednak wyraziła zgodę. Minęło kilka miesięcy. Siostry obserwowały dzień po dniu, jak ów stary siwy człowiek piłował deski, moczył je w baliach, pasował jedną do drugiej, stukał, i powoli wznosił spiralnie wijące się - od podłogi aż do podestu chóru - schody. Używając do tego tylko piły, kątownicy i młotka. Aż nadszedł dzień, w którym matka Magdalena, chciała rozliczyć się z siwiutkim cieślą, za wykonaną usługę. Niestety cieśli nigdzie nie można było znaleźć. Zaczęto go szukać, jednak bezskutecznie. Okazało się, że nikt inny w okolicy, poza siostrami, nie widział go. Mało tego nie wiadomo też było skąd ów cieśla brał drewno na zrobione schody, bowiem żaden skład materiałów nie sprzedał w owym okresie drewna w takiej ilości.A schody? A schodu stały, i stoją do dziś. Podziwiane są przez licznych turystów ciesząc oczy swym niezwykłym wyglądem. Nieznany rzemieślnik zbudował je z 33 stopni, układając w dwa kompletne skręty, każdy po pełne 360 stopni. Najbardziej zadziwiające jest jednak fakt, iż schody te nie mają centralnego wspornika utrzymującego je w pionie! Nie mają też żadnych podpórek i wzmocnień. Tajemniczy staruszek do połączenia schodów nie użył ani jednego gwoździa. Mocował je na drewnianych kołkach, łącząc płaszczyzny stopni w siedmiu miejscach do wewnątrz, na tzw. zrąb, i w dziewięciu miejscach na zewnątrz. Ów cieśla też jednak o czymś zapomniał. Nie zbudował balustrady dla sióstr, żeby było czego się przytrzymać wchodząc na chór. Dobudowano ją dopiero dwa lata później. Dziś, Architekci, projektanci i wszyscy inni ludzie, którzy mają do czynienia z "budowlanką", którzy przyjeżdżają podziwiać tę niesamowitą konstrukcję, zgodnie uważają, że schody te nie mają prawa stać. Ich zdaniem powinny runąć tuż po ich wykonaniu, a od tego czasu minęło już 120 lat. I choć są używane codziennie, wciąż stoją i wyglądają jak nowe! Ale to jeszcze nie koniec niezwykłych rzeczy. Oprócz tego, że zrobił je nie wiadomo kto, z drewna nie wiadomo od kogo branego, to jeszcze dodajmy, iż drewno to do dziś pozostaje nieznane. Nie wiadomo co to za gatunek. Przy tym, idąc po schodach, czy to w dół, czy w górę - ma się wrażenie, że oba skręty - każdy po 360 stopni - przybliżają się do siebie. Najciekawsze zdanie zostawię na sam koniec Otóż uważa się , że modły sióstr o wykonanie ów schodów zostały wysłuchane, w ten sposób, iż ów zagadkowym staruszkiem, tym siwym cieślą, który je zbudował miał być sam Święty Józef. Czy to prawda, tego chyba nigdy się nie dowiemy.

© Paweł Nowosielski 1996 - 2012

© Paweł Nowosielski. Wszelkie Prawa Zastrzeżone. All Rights Reserved.